Związki Henryka Sienkiewicza i jego twórczości z Wielkopolską

Janusz M. Lewandowski
 
Związki Henryka Sienkiewicza i jego twórczości z Wielkopolską
 
Nieznany z imienia i nazwiska recenzent „Kuriera Poznańskiego” w październiku 1883 roku uznał Ogniem i mieczem za „najznakomitszą dziś powieść polską”. W podobny sposób wyrażają się o autorze Trylogii słynny konserwatywny pisarz i publicysta, jeden z „żubrów kresowych” Stanisław Cat-Mackiewicz („Henryk Sienkiewicz jest jednym z najgenialniejszych twórców powieści historycznych na całym świecie”[1]) oraz Józef Maria Bocheński („Sienkiewicz jest geniuszem, który wywarł ogromny wpływ na Polaków mojego i bodaj nie tylko mojego pokolenia”[2]).
Jednocześnie w publicystyce pojawiają się i takie opinie jak ta najwcześniejsza Bolesława Prusa („Z powieści Ogniem i mieczemhistorii nikt się nie nauczy. Owszem, zaciemni sobie i pomiesza pojęcia o niej. Ale za to zobaczy mnóstwo bogatych, pysznie kreślonych charakterów, zobaczy mnóstwo ślicznych sytuacji, głęboko wzruszających serce, wreszcie nacieszy się przecudnym językiem”[3]). Czy też najbardziej radykalna Witolda Gombrowicza, któryw swych Dziennikach zanotuje:
 
Czytam Sienkiewicza. Dręcząca lektura. Mówimy: to dosyć kiepskie, i czytamy dalej. Powiadamy: ależ to taniocha – i nie możemy się oderwać. Wykrzykujemy: nieznośna opera! i czytamy w dalszym ciągu, urzeczeni. Potężny geniusz! – i nigdy chyba nie było tak pierwszorzędnego pisarza drugorzędnego. To Homer drugiej kategorii, to Dumas Ojciec pierwszej klasy. Trudno też w dziejach literatury o przykład podobnego oczarowania narodu, bardziej magicznego wpływu na wyobraźnię mas. Sienkiewicz, ten magik, ten uwodziciel, wsadził nam w głowy Kmicica wraz z Wołodyjowskim oraz panem Hetmanem Wielkim i zakorkował je. Odtąd nic innego Polakowi nie mogło naprawdę się podobać [...][4].
 
W 170. rocznicę urodzin i 100. rocznicę śmierci pisarza równie wiele jest głosów podkreślających wielki pozytywny wpływ jego twórczości na świadomość Polaków, ich sposób postrzegania świata, jak i słów krytyki, które uwypuklają schematyzm i uproszczenia w jego powieściach historycznych, konserwatyzm, a nawet wstecznictwo „klasyka polskiej ciemnoty i szlacheckiego nieuctwa” (S. Brzozowski). To wszystko sprawia, że po 130 latach od wydania Ogniem i mieczem Sienkiewicz nie jest tylko szacownym literatem, bohaterem podręczników do literatury polskiej, a jego utwory przesiąkniętymi naftaliną zabytkami, lecz chętnie czytanym i nadal dyskutowanym autorem, który w równym stopniu budzi podziw, jak i krytykę różnych kręgów czytelniczych. We wszystkich zakątkach, gdzie mieszkają Polacy.
 
Sienkiewicz podróżnik
Znawca i miłośnik twórczości Bolesława Prusa, nieodżałowany prof. Edward Pieścikowski w czasie wykładów monograficznych i seminariów magisterskich lubił porównywać dwóch najwybitniejszych przedstawicieli polskiego pozytywizmu. Wskazywał nie tylko na różnice ich twórczości, ale także charakterów obydwu pisarzy – skrytość i nieśmiałość Głowackiego, jego zamknięcie w sobie, introwertyzm i szorstkość w obyciu oraz postawę otwartości, umiłowanie życia i jego uroków, skłonność do wygód, sybarytyzm Sienkiewicza. Głowacki całe życie spędził w Warszawie, jako dorosły człowiek bodajże raz tylko zdecydował się na dłuższą podróż zagraniczną do Niemiec, Szwajcarii i Francji, rogatki Warszawy przekraczał tylko po to, by jechać do Nałęczowa, gdyż cierpiał na poważną agorafobię. Życie Henryka Sienkiewicza upłynęło natomiast na podróżach, wiecznym przemieszczaniu się, jakimś – jak zauważył Kazimierz Wyka – chorobliwym pędzie przed siebie, poszukiwaniu nowych podniet i atrakcji.
Trzeba powiedzieć, iż Sienkiewicz rzeczywiście ogarnięty był pasją podróżniczą wynikającą z niezwykłej chłonności umysłu, chęci poznania świata. Słynne są wyprawy powieściopisarza do Ameryki, Azji i Afryki, eskapady po niemal całej Europie, ale także plany dalekich podróży do Indii, które jednak nigdy nie doszły do skutku[5]. Sienkiewicz traktował podróż jako wehikuł do poznania zwyczajów, kultury oraz spraw bieżących odwiedzanego miejsca i nawet wtedy, gdy jego późniejsze refleksje nie zawsze grzeszyły przenikliwością i głębią, świadczą one o autentycznej chęci wniknięcia w problemy współczesnego mu świata.
Mapa podróży Henryka Sienkiewicza jest w istocie imponująca – dotyczy to także podróży po dzielnicach dawnej Rzeczypospolitej, a w wieku XIX terenach znajdujących się w granicach trzech państw zaborczych. Warszawa, Lwów, Kraków, rodzinne Podlasie, Małopolska, z którą związana była rodzinnie jego pierwsza żona Maria z Szetkiewiczów, ukochane Tatry z Zakopanem i Beskid ze Szczawnicą, duże miasta i małe dworki szlacheckie to punkty, które pisarz przez kilkadziesiąt lat swej aktywności twórczej odwiedził, w których przebywał w celach promocyjnych lub w których po prostu spędzał wolny czas, polując albo zaznając dobrodziejstw stołu. Śledząc dokładnie trasę wędrówek „krajowych” Sienkiewicza, możemy obserwować kolejne etapy budowania przez niego pozycji wśród współczesnych mu pisarzy – od życzliwego zainteresowania publiczności wobec młodego, dobrze zapowiadającego się publicysty i literata po pełne egzaltacji akty strzeliste, celebrę, uwielbienie, które staną się dla autora Trylogii, Quo vadis i Krzyżaków niemałym problemem.
 
Do Wielkopolski „za chlebem”
Od razu powiedzmy, iż na szlaku wędrówek Sienkiewicza Wielkopolska nie stanowiła punktu szczególnie eksponowanego, często odwiedzanego. Nie chodzi tu tylko o fakt braku koligacji rodzinnych Sienkiewicza wśród wielkopolskiego ziemiaństwa, choć i ten aspekt sprawy miał znaczenie niebagatelne. Jest rzeczą oczywistą, iż znacznie pewniej pisarz mógł czuć się wśród bliższych czy dalszych krewniaków, ziomków czy też krakowskich przyjaciół niż w Wielkopolsce, gdzie traktowano go z życzliwością, a później z uwielbieniem, lecz jednak nie jak swojaka. Pewna obcość wynikała z tego, że Wielkopolska znajdowała się poza kordonem, stanowiła część mimo wszystko izolowaną od reszty dzielnic. Kongresówka – ze wszystkimi swoimi problemami – była jednak krajem rodzinnym, do Galicji jechało się na „psychiczny wypoczynek”, gdyż można tam było, w sensie politycznym i kulturalnym, oddychać swobodnie. Poznańskie jawiło się Sienkiewiczowi jako to miejsce, gdzie mieszkają co prawda dobrzy, życzliwi ludzie, którzy jednak nadto skrępowani byli polityką pruską i poddani pruskiemu drylowi.
O działaniach politycznych Henryka Sienkiewicza w latach 1901-1909 związanych z germanizacją i wywłaszczaniem ludności Wielkopolski powiemy za chwilę, w tym miejscu przyjrzyjmy się nielicznym wizytom pisarza w naszym regionie – z 1880, 1893, 1895, wreszcie z 1899 roku. Dwie z nich zasługują na szczególną uwagę, gdyż wypadają one w ważnych momentach życia autora Za chlebem i Krzyżaków. Chodzi o pierwszą i ostatnią z podróży Sienkiewicza. Pierwszą, bo przypadła ona w momencie prawdziwego rozkwitu talentu nowelistycznego. Ostatnią, bo pisarz w trakcie uroczystości odsłonięcia pomnika Juliusza Słowackiego w Miłosławiu występował jako niekwestionowany autorytet w dziedzinie literatury, a także jako otaczany kultem duchowy wódz narodu.
Podróż z kwietnia 1880 roku to podróż promująca jeden z utworów, które zainspirowane zostały doświadczeniami z burzliwej eskapady pisarza do Ameryki Północnej[6]. Przypomnijmy, w 1876 roku Sienkiewicz wyjechał przez Anglię do Stanów Zjednoczonych wraz z Heleną Modrzejewską i grupą wspólnych znajomych. Tutaj Sienkiewiczowska grupa zatrzymała się wpierw w Nowym Jorku, by po pewnym czasie ruszyć w podróż po Kalifornii. Na ten okres przypada nieudana próba stworzenia komuny rolniczej oraz bardzo udana praca literacka – cykl korespondencji zatytułowany Listy z Ameryki. Pod wpływem podróży do Stanów Zjednoczonych młody Sienkiewicz pisze kilka dalszych utworów z Latarnikiem (1881) na czele.
14 kwietnia 1880 roku w Poznaniu pojawia się młody, utalentowany dwudziestoczterolatek, bardziej jeszcze znany jako reporter, a prywatnie przyjaciel znakomitej aktorki Heleny Modrzejewskiej niż autor jakichś większych utworów literackich. Wielkopolską publiczność intrygują jego doświadczenia podróżnicze, egzotyka przygód, dlatego też do wielkiej sali słynnego hotelu Bazar ściąga niemała grupa poznaniaków[7]. Sienkiewicz czyta Za chlebem, opowieść o dramatycznych losach emigrantów polskich, którzy trafiają do Ameryki w poszukiwaniu lepszego życia. Utwór ten zaciekawia słuchaczy nie tylko dlatego, iż młodemu pisarzowi udało się stworzyć kilka niezwykle dynamicznych, dramatycznych scen, ale także dlatego, że bohaterami uczynił chłopów z podpoznańskiej wsi Lipińce – Wawrzona Toporka i jego córkę Marysię.
Powodem ich wyjazdu z rodzinnej wsi był przeciągający się, a potem przegrany proces o szkody, jakich dokonała na polu sąsiada krowa Wawrzona. Zrujnowany chłop w podróży za ocean widzi szansę na ponowne dorobienie się, co – jak się niebawem okaże – będzie tylko mirażem. Sienkiewicz, jak przystało rasowemu pozytywiście, traktuje swój utwór utylitarnie: ostrzega przed emigracyjną gorączką. Autor ukazuje bohaterów nieporadnych, z małą wiedzą o świecie, takich, którzy całe swoje życie spędzili w rodzinnej wsi i znają tylko jeden porządek świata. Ostrzega przed pochopnym decydowaniem się na emigrację i przed naiwną wiarą w sukces. Odsłania mechanizm stosowany przez chciwych pośredników (w tym przypadku Niemców), bezlitośnie wykorzystujących niepiśmiennych, ciemnych polskich chłopów, którzy nie są w stanie sobie poradzić w nowej sytuacji.
Za chlebem nie jest arcydziełem nowelistyki, nie należy nawet do najlepszych utworów młodego Sienkiewicza. Mimo to jego prezentacja w poznańskim Bazarze spotkała się z zainteresowaniem słuchaczy, czego dowodem była ożywiona dyskusja moderowana przez redaktora Franciszka Dobrowolskiego oraz jeszcze dwa spotkania literackie zaaranżowane przez niego 16 i 17 kwietnia 1880 roku. Bezpośrednim skutkiem tych wieczorów było przeredagowanie zakończenia już przygotowanego do druku utworu.
Skutkiem wieczorów w Bazarze były także zaproszenia dla młodego literata wystosowane przez Edwarda i Różę Raczyńskich do odwiedzenia ich siedziby w Rogalinie, a także przez rodzinę zmarłego trzy tygodnie wcześniej Jana Kantego Działyńskiego, właściciela kórnickiego zamku. Do Rogalina Sienkiewicz wracać będzie jeszcze przynajmniej dwukrotnie – w 1893 i 1895 – w trakcie pisania Rodziny Połanieckich oraz Quo vadis. Wspominając swe lata młodości, późniejszy ambasador w Anglii oraz emigracyjny prezydent Edward Raczyński opisuje zdarzenie związane z małym Rogerem, synem gospodarzy, które było powodem skręcenia ręki pisarza. Według oficjalnej wersji wydarzeń Sienkiewicz odniósł kontuzję ręki nie w czasie zabawy, ale w trakcie polowania. Pomińmy w tym miejscu pytanie, jakie były prawdziwe przyczyny tego zdarzenia, powiedzmy natomiast, iż znajomość Raczyńskich z Sienkiewiczem rozpoczęta w 1880 roku przerodziła się w prawdziwą zażyłość, o czym świadczy zachowana korespondencja[8].
Wielkopolski objazd literacko-towarzyski Sienkiewicza, obejmujący także Gniezno i Inowrocław, zakończył się w Kaliszu (ówcześnie znajdującym się w zaborze rosyjskim), gdzie 29 i 30 maja pisarz wygłosił dwa odczyty pt. O kraju i ludziach w Nowym Świecie.
 
„Wielkopolskie” opowiadania Henryka Sienkiewicza
Zostańmy jeszcze w 1880 roku i przyjrzyjmy się wątkom wielkopolskim w twórczości Henryka Sienkiewicza, szczególną uwagę zwracając na nowelę Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela, która początkowo miała nosić tytuł Z pamiętnika korepetytora. Akcja ostatecznej wersji utworu z powodów cenzuralnych przeniesiona została z zaboru rosyjskiego do Wielkopolski właśnie, a tym samym wprowadzone zostały realia zaboru pruskiego. Nie tylko jednak ucieczką przed czujnym okiem carskiego cenzora należy tłumaczyć wspomniane zmiany, lecz także tym, iż Sienkiewicz na poważnie zainteresował się odwiecznym konfliktem polsko-niemieckim w ogóle, a polityką władz pruskich wobec ludności Wielkopolski, Śląska i Pomorza w szczególności. Ten wątek zainteresowań w twórczości pisarza otwierają właśnie nowele Z pamiętnika i Bartek zwycięzca, wieńczy natomiast słynna powieść Krzyżacy oraz wypowiedzi publicystyczne skierowane do władz w Berlinie z lat 1885-1909 w sprawie pruskiej polityki edukacyjnej oraz wywłaszczenia ludności Poznańskiego.
Opisując losy 11-letniego Michasia oraz jego prywatnego korepetytora Wawrzynkiewicza, Sienkiewicz zdecydowanie krytykuje obłudę szkoły pruskiej, szykany polityczne związane z niemieckim językiem wykładowym, a nade wszystko złą metodę dydaktycznąprzeciążającą pamięć uczniów mało przydatnymi w życiu danymi. To wszystko sprawia, iż chłopiec staje się ofiarą niemieckiego sytemu edukacyjnego oraz funkcjonujących w jego obrębie nauczycieli, którzy obwiniali często polskie dzieci o świadome łamanie przepisów dotyczących używania w szkole czy też kościele języka polskiego, a przez to demoralizowanie innych uczniów. Z pamiętnika pokazuje bohatera, któremu odebrano radość dzieciństwa, wyśmiano wszystko to, co było dla niego ważne (tradycję rodzinną i narodową, dumę z historii Polski), uniemożliwiono mu zrealizowanie jego marzenia, czyli wykazywania się wiedzą. Czym kończy się taka polityka edukacyjna, władza pruska i społeczeństwo Wielkopolski przekona się nadto dobitnie za dwadzieścia lat na przykładzie strajku dzieci wrzesińskich, który rozlał się także na inne regiony i miasta Poznańskiego.
W Bartku zwycięzcy z 1882 roku natomiast Sienkiewicz porusza problem typowy dla ludzi z regionów anektowanych. Nowela jest opisem losów prostego chłopa mieszkającego we wsi Pognębin w Wielkopolsce, który jako poddany pruski wcielony zostaje do armii, by walczyć w wojnie prusko-francuskiej w 1870 roku. Bartek Słowik to bardzo często spotykany typ ludzki – nieogładzony wieśniak, słabo wykształcony, poddany indoktrynacji, ogłupiony pruską propagandą i dyscypliną wojskową chłop, który wykazuje się siłą i sprawnością w działaniach wojennych. Pozbawiony jest początkowo jakichkolwiek wahań, wątpliwości, co stanowi w oczach przełożonych wielką zaletę, a co w konsekwencji budzenia się refleksji stanie się przyczyną poważnych kłopotów. Spotkanie Słowika z pojmanymi do niewoli Polakami walczącymi w szeregach armii francuskiej jest momentem przełomowym całej historii, bo budzi ono pytania dotąd nigdy sobie niezadawane – o przynależność i solidarność narodową, istotę wspólnoty polskiej.
Powrót do domu wiąże się w przypadku Słowika z kolejnym rozczarowaniem. Bohater uważał, że zrobił tyle dobrego dla Prusaków, iż należny jest mu szczególny szacunek. Niestety, wkrótce okazało się, że potraktowano go jako natręta. To, że walczył, narażał swoje życie, zwyciężał, został odznaczony, nie miało dla nikogo większego znaczenia. Co więcej, Słowik popadł w kłopoty po pobiciu niemieckiego nauczyciela, który skrzywdził Bartkowego syna. Opowieść kończy się dla bohatera opowiadania dramatycznie – upokorzony, osądzony i skazany na więzienie, pozbawiony za długi gospodarstwa „zwycięzca” staje się życiowym bankrutem. W konsekwencji opuszcza wieś mężczyzna, który w niczym nie przypomina zwycięzcy spod Gravelotte, podobniejszy raczej do dziada niż do człowieka.
Także Bartek zwycięzca nie należy może do utworów najwybitniejszych w dorobku Henryka Sienkiewicza, ale do bardzo popularnych i często wznawianych. Wielkopolanie – o czym pisał m.in. prof. Jarosław Maciejewski[9], przyjęli go z dużym dystansem ze względu na pesymizm w nim występujący. Nowela jest ważna z tego powodu, iż stanowi element stojący na pograniczu prozy współczesnej i historycznej, która za moment zdominuje twórczość autora Trylogii.
 
Kult Słowackiego i „piękna Wielkopolanka”
Rok 1899 była dla Henryka Sienkiewicza dość ważny, bo – po pierwsze poprzedzał 25. rocznicę jego działalności literackiej, która to uroczystość przygotowywana była w wielu regionach Polski; po drugie wypełniony był intensywną pracą nad powieścią z czasów krzyżackich; po trzecie wreszcie związany był z wyjazdem do Wielkopolski na uroczystość odsłonięcia pomnika Juliusza Słowackiego w Miłosławiu. Ostatnie z wymienionych zdarzeń zasługuje na naszą szczególną uwagę ze względu na jej patriotyczny charakter, sukces towarzyski Sienkiewicza oraz uczuciowe komplikacje w życiu pisarza, jakie wyniknęły ze spotkania z pewną „piękną Wielkopolanką”.
Miłosław – miasto leżące na ziemi wrzesińskiej, sławy zaznało 30 kwietnia 1848 r. w czasie Wiosny Ludów, kiedy to oddziały pod dowództwem Ludwika Mierosławskiego odniosły zwycięstwo w boju z wojskami pruskimi gen. Blumena. Dobra miłosławskie w 1893 roku zakupione zostały przez Józefa Kościelskiego, zamożnego ziemianina, posła na sejm Rzeszy Niemieckiej, który dał się poznać jako autor wierszy i sztuk teatralnych, działacz społeczny, mecenas literatów, miłośnik sztuki, filantrop. Pierwszą – i najważniejszą – inicjatywą Kościelskiego było wystawienie na terenach swej nowej posiadłości pomnika wieszcza narodowego Juliusza Słowackiego, który na wieść o powstaniu w Wielkopolsce przybył do Poznania, by wspierać ten ruch niepodległościowy. I choć Słowacki większość czasu spędził w łóżku trawiony gorączką, jego obecność uznano za ważną, jako znak wsparcia dla dążeń społeczeństwa wielkopolskiego. Po pięćdziesięciu latach od śmierci Słowackiego staje w Miłosławiu pierwszy obelisk, którym społeczeństwo Poznańskiego oddaje hołd wielkiemu pisarzowi. Jego odsłonięcie miało być w zamyśle Kościelskiego zwieńczeniem uroczystości ku czci poety, dla uświetnienia których zaproszono nie tylko okoliczne ziemiaństwo, lecz także gości z Kongresówki i Galicji – śmietankę artystyczną ówczesnej Polski. Gospodarz zamarzył sobie, by wśród dostojnych gości znalazł się także autor najsłynniejszych polskich powieści historycznych jako niekwestionowany (jeszcze!) autorytet w dziedzinie literatury.
We wrześniu 1899 roku pałac w Miłosławiu stał się na kilka dni najważniejszym miejscem w porozbiorowej Polsce. Wraz z Sienkiewiczem zjechała niemała grupa artystów i ich przyjaciół. Jak wspominał towarzysz pisarza Edward Krasiński, zjawiła się tutaj „cała Polska intelektualna: poezja, proza, nauka, muzyka, malarstwo, rzeźba, literatura, prasa – same muzy wąsate lub brodate […]”[10]. Punktem kulminacyjnym miłosławskich uroczystości było odsłonięcie pomnika i pamiętne, pełne uniesienia przemówienie Henryka Sienkiewicza o mistrzostwie słowa Słowackiego i o pięknie mowy ojczystej:
 
Można by mniemać – mówił Sienkiewicz – że Bóg, tworząc Polaków, rzekł im: Oto na domiar wszystkiego daję wam spiż, dźwięczący a niespożyty, taki z jakiego ludy żyjące przed wami stawiały posągi swym bohaterom, daję wam złoto błyszczące i giętkie, a z tego tworzywa uczyńcie mowę Waszą. I wstała ta mowa niespożyta jak spiż, świetna i drogocenna jak złoto – jedna z najwspanialszych na świecie – i tak piękna, że chyba tylko język dawnych Hellenów może się z nią równać… […] Cześć jej i poecie![11].
 
Zaznawszy uczty duchowej, zaproszeni goście z ochotą oddają się kontemplacji uroków miłosławskiego pałacu i parku, z nie mniejszym entuzjazmem smakują również specjały tutejszej kuchni i piwniczki. Dla ponad trzystu gości wnętrza pałacu są zbyt szczupłe, dlatego też Kościelscy przygotowują śniadanie pod wielkim namiotem. Już poprzedniego wieczoru towarzystwo bawiło się doskonale, teraz zaś kto żyw rozpływa się nad wystąpieniem Sienkiewicza. Pisarz komplementowany jest również za najnowszą powieść z czasów krzyżackich publikowaną właśnie w „Tygodniku Ilustrowanym” oraz kilku czasopismach także w Wielkopolsce.
W Miłosławiu Sienkiewicz czuje się znakomicie także dlatego, iż spotyka tu „piękną Wielkopolankę”. Jest nią kolejna Maria jego życia – Maria Radziejewska, urodziwa i utalentowana redaktorka pisma o nazwie „Katolik” wychodzącego w Bytomiu. Kobieta wywiera piorunujące wrażenie na pisarzu, który ma nadzieję, iż ich znajomość – mimo trzydziestoletniej różnicy wieku, przeistoczy się w głęboki związek. Sienkiewicz nie ukrywa swej fascynacji młodą dziewczyną, co nie umyka uwadze przyjaciół powieściopisarza. Co więcej, podkreślają oni, iż Sienkiewicz jakoś odmłodniał, zmienił się na korzyść, ożywił się i rozweselił[12].
W takim nastroju wyrusza pisarz w podróż po Wielkopolsce, odwiedzając dwory w Śmiełowie, Trzebczu, Nieżychowie, Komierowie, Orłowie oraz Rogalinie, gdzie witany był z otwartymi ramionami przez ich właścicieli. Edward Krasiński zanotuje, że był on „fotografowany, wyprowadzany na spacer, odprowadzany do domu, bawiony”. Jest w tym stwierdzeniu pewna doza sarkazmu, ale odbija się w nim także cześć, uwielbienie wobec autora Trylogii i Quo vadis, prawdziwy podziw dla niego samego i jego twórczości.
Wielkopolski objazd był w zasadzie pretekstem, by przekroczyć granicę i udać się na pola grunwaldzkie. Niestety, policja nie wpuściła Sienkiewicza i jego towarzyszy, uznając, że ma do czynienia z bardzo niebezpiecznymi „manifestantami polskości”, wichrzycielami o sile, która nie była co prawda zdolna zburzyć dotychczasowego porządku, ale potrafiła wzbudzić nastrój patriotycznego wzmożenia w społeczeństwie polskim i niepokój zaborcy.
Wracając do Warszawy, Sienkiewicz zatrzymuje się jeszcze w Poznaniu w nadziei na spotkanie z poznaną niedawno Marią Radziejewską. Okazuje się jednak, iż nie ma jej w mieście. Rozczarowanie jest jeszcze większe, gdy pisarz uświadamia sobie po kilku miesiącach korespondencji, iż kobieta nie może zdecydować się na prawdziwy, stały związek. Znajomość z „piękną Wielkopolanką” powoli się kończy, a afekt słabnie. Maria Radziejewska coraz bardziej traci kontakt z rzeczywistością, odsuwa się od życia, bywa, iż wpada w głębokie stany depresyjne[13].
W maju 1894 roku Sienkiewicz żeni się z – o wiele młodszą od siebie – Marią Babską, kobietą może nie tak piękną i inteligentną jak Radziejewska, ale zrównoważoną, czułą i wierną. Do końca życia pisarza będzie ona najwierniejszą jego przyjaciółką i towarzyszką, jak nikt inny rozumiejącą jego myśli i uczucia. Maria Radziejewska nie odnajdzie natomiast już nigdy spokoju ducha. W 1907 roku zażąda zwrotu swoich listów, co nie tylko zdziwi Sienkiewicza, ale w pewnym stopniu go rozdrażni. Cztery lata potem, w wieku 36 lat, Maria popełniła samobójstwo, o czym pisarz dowiedział się znacznie później. Została pochowana w Środzie Wielkopolskiej.
Wróćmy na moment do roku 1899 i pobytu Henryka Sienkiewicza w Wielkopolsce. Jak już wcześniej powiedziano, pobyt ten był pasmem sukcesów towarzyskich pisarza, który czuł się tu i teraz nie tylko doceniony, ale wręcz uwielbiony. Nikogo nie może więc dziwić, iż znajdował się on wówczas w znakomitym nastroju, co pozwoliło mu spoglądać na Wielkopolskę życzliwym okiem, mimo widocznego warszawocentryzmu i „koroniarskiej” wyższości wobec mieszkańców tej dzielnicy.
 
Podziwiał niemało sposoby praktyczne, jakimi się Poznaniacy bronili przed wywłaszczeniem i wynarodowieniem – wspominał jego przyjaciel Edward Krasiński – obawiał się jednak zanadto wielkiego materializmu wśród obywatelstwa wielkopolskiego. Książek polskich było na ogół po dworach bardzo mało; szkoły niemieckie, wojskowość, narzucały pruskiego ducha, kierowały ponętami w stronę Berlina lub Wrocławia, jakby się na nich kończył świat. Dosyt, dobrobyt, ułatwione świetną organizacją gospodarczą niemiecką, wytwarzały zanadto wygodnickie życie, gdzie wszystko było podawane Polakowi na talerzu, mógł ten dosyt stać się przyczyną zniewieściałości i zaniku cnót twórczych oraz czujności, potrzebnych do wysiłku i ciągłej walki[14].
 
Publicystyka antypruska
Początek XX wieku ujawnił nowe problemy w życiu społecznym i politycznym wszystkich trzech prowincji znajdujących się pod panowaniem Prus, Rosji i Austrii. Wielkopolska – znajdująca się pod wielkim ciśnieniem władz w Berlinie – musiała mierzyć się ze skutkami decyzji w sferze edukacji, polityki narodowościowej, niekorzystnych regulacji własnościowych i gospodarczych. Palącą sprawą stała się obrona społeczeństwa polskiego w Poznańskiem przed pruską polityką germanizacyjną, wynarodowieniem (szczególnie młodego pokolenia) oraz wywłaszczeniem, prowadzącym do rugowania Polaków z gospodarstw, które od wieków były w rękach szlachty wielkopolskiej (tzw. rugi pruskie). Bismarckowska polityka, zamykająca się w stwierdzeniu: „Bijcie Polaków, aby ich ochota do życia odeszła”, wspierana instytucjonalnie i finansowo przez rząd pruski, była powodem wielkich strat we wszystkich sferach społeczeństwa polskiego. O tych właśnie zjawiskach, procesach i problemach rozpisywała się prasa polskojęzyczna we wszystkich prowincjach, znajdowały się one również w polu zainteresowania Henryka Sienkiewicza jako publicysty i powieściopisarza.
W 1895 roku, w 80. rocznicę urodzin kanclerza Bismarcka berlińska gazeta cotygodniowa „Gegenwart” opublikowała wypowiedzi dwudziestu najsławniejszych europejskich intelektualistów na temat niemieckiego przywódcy i jego polityki[15]. Jednym z interlokutorów czasopisma był autor „wielkopolskich” opowiadań. Sienkiewicz zauważał co prawda zasługi pruskiego przywódcy dla budowania nowoczesnego, silnego państwa niemieckiego, które stało się pod jego rządami potęgą, jednym z liderów ówczesnego świata. W tekście padają jednak ostre słowa wobec żelaznego kanclerza jako uosobienia „najrozmaitszych nienawiści, począwszy od tej istotnie antychrześcijańskiej i zarazem parweniuszowskiej nienawiści do bezbronnego wielkiego polskiego narodu, a skończywszy na nienawiści do różnych partii niemieckich, które prowadziły przeci­wną mu politykę”[16]. Według pisarza nie „siła przed prawem”, lecz prawo i sprawiedliwość jest warunkiem właściwych relacji międzynarodowych we współczesnym mu świecie.
W równie zdecydowany sposób pisarz wypowiedział się na temat polityki rządu pruskiego w 1901 i 1906 roku przy okazji strajku dzieci wrzesińskich. W krakowskim „Czasie” opublikowane zostały dwa artykuły: List w sprawie ofiar wrzesińskich (O gwałtach pruskich)[17] oraz List otwarty do J.C.M. Wilhelma II, króla pruskiego, w których w sposób emocjonalny pisarz reagował na brutalne działania wobec dzieci przeciwstawiających się polityce germanizacyjnej – nakazowi nauki religii w języku niemieckim. Drugi z tekstów napisany został za namową wielkopolskiego działacza politycznego, posła do Reichstagu Macieja Mielżyńskiego, a zredagowany przez Sienkiewicza wraz z prof. Stanisławem Tarnowskim[18]. Pisarz pragnął skierować słowa tego listu-artykułu do konkretnej osoby. By osiągnąć odpowiedni efekt propagandowy, adresatem uczynił więc samego cesarza Wilhelma, rzucają w ten sposób wyzwanie najpotężniejszemu władcy ówczesnej Europy. Omawiany list zaczyna się od twardej apostrofy:
 
Wasza Cesarska Mości! miara w prześladowaniu ciał i dusz jest przebrana! Bezduszne bowiem i nieludzkie jest takie prawo, które nie bacząc na to, że nawet zwierz każdy musi mieć swe legowisko, zabrania Polakowi wznieść sobie na własnym kawałku ziemi dach nad głową. Straszne, głęboko niemoralne i nie dające się niczym usprawiedliwić są takie ustawy, na które odpowiedzią jest płacz tysiąców bezbronnych dzieci […][19].
           
W swej publicystyce Henryk Sienkiewicz wyraża nie tylko sprzeciw wobec działań Prusaków, ale także przekonanie, iż wszystkie te zabiegi będą daremne, gdyż nie da się wynarodowić ludzi o bogatej przeszłości i tradycji, nie da się odebrać Polakom z Poznańskiego dumy z własnej odrębności narodowej.
            Jeszcze raz do palących problemów Wielkopolski wrócił Henryk Sienkiewicz w 1909 roku, wychodząc z inicjatywą międzynarodowej ankiety potępiającej antypolską politykę Berlina, zamieszczonej w prasie europejskiej, a potem w książce Prusy i Polska[20]. Sienkiewicz wykorzystał swą pozycję w świecie artystycznym i społecznym, dlatego w ankiecie tej wzięło udział 250 znanych naukowców, wykładowców uniwersyteckich, prawników, pisarzy, publicystów, artystów, duchownych. Wszyscy bez wyjątku uczestnicy ankiety uznali wywłaszczenia pruskie za działanie bezprawne, niemające do tej pory precedensu w cywilizowanym świecie. Nazwali je barbarzyństwem i kradzieżą. Włoski respondent, antropolog i pisarz Paolo Mantegazza, nazwał prawo uchwalone przez Landtag za „jedną z największych zbrodni politycznych naszego wieku, i więcej niż zbrodnią, bo podłością”[21].
            Podsumowując ten wątek działalności publicznej Henryka Sienkiewicza, należy podkreślić, iż mimo nielicznych wizyt w Wielkopolsce prowincja ta i jej najważniejsze problemy znajdowały się w kręgu zainteresowań pisarza nie tylko okazjonalnie, lecz jako istotny punkt jego programu społeczno-politycznego. Zmagania ludności Poznańskiego były więc egzemplifikacją walki społeczeństwa polskiego w ogóle o zachowanie tożsamości narodowej, tradycję i kulturę prawie tysiącletniego państwa, które w wieku XIX i na początku XX nadal pozostawało uzależnione od rządów w Petersburgu, Wiedniu i Berlinie. Twórczość literacka i publicystyka Sienkiewicza była zaś narzędziem budzenia i umacniania poczucia narodowej dumy polskich czytelników wszystkich stanów i pokoleń.
 
Wielkopolska w Trylogii Henryka Sienkiewicza
W niniejszym tekście dotyczącym związków Henryka Sienkiewicza z naszym regionem opisane zostały jego wizyty w tutejszych miasta i dworach ziemiańskich, a także omówiono „wielkopolskie nowele” pisarza. Czytelnicy czekają z pewnością na passus dotyczący wątków wielkopolskich w Trylogii. Analizy tego problemu dokonał prof. Marceli Kosman z UAM w Poznaniu w tekście zatytułowanym Wielkopolska w Potopie Henryka Sienkiewicza, w związku z czym wypada nam powtórzyć tylko kilka jego najważniejszych ustaleń.
            Jak już wspomniano wcześniej, pobyt Sienkiewicza w Poznańskiem w 1880 roku spotkał się z życzliwym odzewem tutejszych miłośników literatury polskiej. Prawdziwą sławę pisarz zyskał dopiero jednak trzy lata później wraz z publikacją w prasie kolejnych odcinków pierwszej części TrylogiiOgniem i mieczem. Choć powieść ta nie była drukowana w czasopismach wielkopolskich, spotkała się z entuzjastycznym przyjęcie czytelników, którzy mieli możliwość prenumerowania gazet z Kongresówki lub Galicji. Za publicznością czytelniczą poszedł – jak powiedziano na wstępie – nieznany z imienia recenzent, który w „Kurierze Poznańskim” w październiku 1883 roku uznał Ogniem i mieczem za „najznakomitszą dziś powieść polską”. Warto w tym miejscu powiedzieć, iż cytowany tu recenzent nie należał do grupy najliczniejszej, powieść bowiem spotkała się także z bardzo krytycznymi opiniami, a słynny ideolog pozytywizmu Piotr Chmielowski wyrokował nawet, iż „droga do beletrystyki historycznej była przed Sienkiewiczem zamknięta”.
            Cóż zobaczyli zwolennicy Ogniem i mieczem w tej powieści? Widzieli w niej przede wszystkim opowieść znakomicie skomponowaną, o wartkiej akcji, z barwnymi, wyrazistymi postaciami rzuconymi na tło historyczne. Sukces swój powieść zawdzięcza z pewnością właśnie konstrukcji postaci, zarówno pierwszoplanowych, jak i tych, które wypełniają drugi i trzeci plan utworu. Mówiąc o wątkach wielkopolskich, nie możemy pominąć postaci Jana Skrzetuskiego, słynnego zbarażczyka, który dzięki niepospolitej odwadze przedarł się przez kordon kozacki i dotarł do obozu króla Jana Kazimierza. W powieści Sienkiewicza Skrzetuski to ideał, nośnik wszelkich cnót rycerskich, choć jego pierwowzór Mikołaj bardziej podobny był do Kmicica, szczególnie tego przed jasnogórską przemianą.
            Zatrzymajmy się zatem przy pierwowzorze, tj. Mikołaju Skrzetuskim herbu Jastrzębiec (ur. ok. 1610, zm. 1673), pochodzącym z Rożnowa pod Obornikami[22]. To właśnie on wsławił się niezwykłym czynem – wyrwał się z oblężonej twierdzy zbaraskiej i przekazał królowi wiadomość o znajdujących się w niej obrońcach. Jednocześnie w życiorysie prawdziwego Skrzetuskiego odwaga i niewątpliwe zasługi wojenne walczą o lepsze z porywczym charakterem i czynami nielicującymi z godnością rycerza. Po opuszczeniu Wielkopolski około 1634 roku zaciągnął się wraz z krewnymi do wojska na Ukrainie, walczył potem pod Stefanem Czarneckim i Janem Sobieskim, wykazując się niezwykłą odwagą i zdolnościami wojskowymi. Był cenionym zagończykiem, niezastąpionym w wyszukiwaniu „języka”. Jednocześnie za zabójstwa, grabieże i napady na cudze dobra skazywany był kilkakrotnie na banicję, infamię, a nawet karę śmierci. Np. w 1667 roku próbował siłą zmusić do ślubu podkomorzankę bełską Zofię Zawadzką, za co rok później trybunał lubelski skazał go zaocznie na infamię. „Pod koniec życia wisiało nad nim kilka wyroków sądowych. Do wykonania kary nie doszło, ponieważ pozostawał pod jurysdykcją hetmańską”[23].
            Prawdziwy Skrzetuski pędził żywot żołnierza, rzadko tylko osiadał na gospodarstwie. Jego życie związane było przede wszystkim z Kresami Wschodnimi, znajdował jednak czas, by odwiedzać swą siostrę mieszkającą w rodzinnym Rożnowie niedaleko Obornik. Zmarł prawdopodobnie przed 24 października 1673 roku, ponieważ tego dnia wniesiono do grodu poznańskiego jego testament. Po śmierci zwłoki Skrzetuskiego spoczęły w kościele Karmelitów Bosych w Poznaniu.
W powieści Sienkiewicza mamy do czynienia z poważnymi zmianami w życiorysie i sylwetce bohatera. Skrzetuski nie pochodzi z Wielkopolski – powieściopisarz znalazł dla niego dom rodzinny w podlaskim Burcu w ziemi łukowskiej. Namiestnik (później porucznik) chorągwi pancernej księcia Jeremiego Wiśniowieckiego to nie watażka, jak w rzeczywistości, ale wzór rycerskości i poświęcenia dla ojczyzny i ukochanej kobiety. Nie gwałtownik obłożony infamią, lecz bohater bez skazy, który przeszedł do historii, był sławiony w utworach poetyckich, listach z frontu i pamiętnikach.
W Ogniem i mieczem z Wielkopolską związany był pierwowzór głównego bohatera powieści. Wielkopolanom poświęcił Sienkiewicz także cały bardzo ważny rozdział Potopu. Powiedzmy od razu – w niezbyt dobrym świetle ukazujący naszych przodków. W rozdziale X tomu I powieści pisarz przenosi nas w okolice Ujścia, Wielenia i Piły, gdzie latem 1655 roku stanąć miała szlachta wielkopolska zawezwana wiosną tegoż roku do obrony przed najazdem szwedzkim, o którym nie tylko mówiło się od jakiegoś czasu, lecz do którego także dygnitarze z Poznańskiego dążyli. Poselstwo podkanclerzego koronnego Hieronima Radziejowskiego i postawa wojewody poznańskiego Krzysztofa Opalińskiego nie tylko nie uspokoiły nastrojów, nie doprowadziły do ugody ze Szwedami, ale nawet podgrzały atmosferę, gdyż obydwaj magnaci skonfliktowani byli z królem Janem Kazimierzem i czynili wszystko, by potężne wojska szwedzkie zajęły tereny Rzeczypospolitej. Dla prywatnego interesu gotowi byli zaryzykować los ojczyzny i poddać się pod protektorat Karola Gustawa. Marceli Kosman, oceniając postawę wyżej wymienionych magnatów, przywołuje opinie o nich historyków, którzy piszą:
 
wojewoda poznański, podobnie jak hetman wielki litewski i wojewoda wileński Janusz Radziwiłł, nie został zaskoczony naporem nieprzewidzianych wydarzeń – oni nie tylko nadejście ich przewidywali, ale czynnie pracowali nad ich urzeczywistnieniem, tak że wyrok historii musi być w stosunku do nich bezwzględnie potępiający[24].
 
Alojzy Sajkowski, który aprobuje powyższe opinie, choć nie ukrywa swego podziwu dla literackiego talentu magnata, mecenasa i konesera sztuki, nazywa go samolubnym intrygantem, wichrzycielem, zaznaczając – niejako na usprawiedliwienie – że „nie był wyjątkiem pośród ówczesnej magnaterii”[25].
Skonfliktowanej ze sobą i królem magnaterii towarzyszy w rozdziale X Potopu zniewieściała szlachta, która zwleka z przybyciem w okolice Ujścia, ponieważ – jak tłumaczy stryjeczny brat Jana Skrzetuskiego, Stanisław – teraz jest okres strzyżenia owiec, a następnie będą żniwa. Dopiero po pracach gospodarskich przyjdzie czas na sprawy ojczyzny i wypełnienie obowiązków wojennych. W pierwszych dniach lipca 1655 roku na miejsce zbiórki zaczęli się zjeżdżać pierwsi wielkopolscy dygnitarze, a za nimi ciągnęła drobniejsza szlachta z całym swoim dobytkiem. Atmosferę przygotowań do wojny ze świetnie zorganizowanym wojskiem szwedzkim najlepiej charakteryzuje opis obozu polskiego:
 
szlachta, zbrojna nie tylko w miecze, ale i w łyżki, jedząc, popijając i rozprawiając to o nieprzyjacielu, którego jeszcze nie było widać, to o nadjeżdżających dygnitarzach, którym nie żałowano przymówek[26].
 
Sienkiewicz i w kolejnych fragmentach tegoż rozdziału nie zostawia suchej nitki na swych rodakach z Wielkopolski, mówiąc, iż byli oni niezdolni do jakichkolwiek działań wojskowych:
 
Wielkopolska w całej Rzeczypospolitej była najmniej wojownicza, gdyż od czasów krzyżackich nie zaznała wojny. Turcy i Kozacy tu nie deptali nigdy tych okolic […] Kto ze szlachty wielkopolskiej czuł w sobie bojową ochotę, ten się zaciągał do komputu wojsk koronnych i tam stawał tak dobrze jak każdy inny; ale ci natomiast, którzy w domach woleli siedzieć, na prawdziwych się też domatorów zmienili, kochających się w dostatkach, we wczasach, na zawołanych gospodarzy zasypujących swą wełną i zwłaszcza swym zbożem rynki miast pruskich[27].
 
Zdyscyplinowane oddziały Arvida Wittenberga stanęły zatem przeciwko „bezładnemu obozowi polskiemu, do zbiegowiska jarmarcznego podobnemu”. Nie może więc dziwić, iż ta szlachecka zbieranina zakończyła walkę prędzej, niż do niej naprawdę doszło, ciesząc się z szybkiego zawarcia rozejmu i obietnicy jak najrychlejszego powrotu do domu. I tylko nieliczni, a szczególnie Władysław Skoraszewski, wołać będą: „Zdrada!”, widząc w porozumieniu akt całkowitej kapitulacji i początek końca Rzeczypospolitej.
 
Ten człowiek, zwykle tak spokojny i łagodny, o którym mówiono, że rany mogły się goić pod jego ręką, wyglądał teraz strasznie. Oczy miał czerwone, wzrok obłąkany, odzież rozchełstaną na piersiach; obu rękoma trzymał się za czuprynę i tak wpadłszy jak piorun między szlachtę krzyczał przeraźliwym głosem: &nda

  • Henryk Sienkiewicz przemawia w Miłosławiu

    Henryk Sienkiewicz przemawia w Miłosławiu